sportowyexpress.wroclaw.pl

Piłka Nożna, dodał DR , rok temu , źródło: sportowyexpress.pl komentarzy: 0

Nie ma skrzydeł - nie ma Śląska


Fot. Damian Filipowski

- Zabrakło walki, determinacji, dokładności – kajał się po przegranym 0:2 meczu z Lechią Gdańsk Przemysław Kaźmierczak. Śląsk rozegrał słabe spotkanie i nie potrafił zagrozić rywalom, dla których było to pierwsze zwycięstwo w sezonie.

- Nie byliśmy sobą, byliśmy jak inna drużyna – wtórował Kaźmierczakowi Waldemar Sobota. Piłkarz, którego niektórzy zdążyli już okrzyknąć objawieniem ligi, w Gdańsku był prawie niezauważalny. Czy zdeprymowało go niedawne powołanie do kadry U-23? – Nie, na pewno tak nie było. Wszyscy zaprezentowaliśmy się fatalnie. Nie wiem, dlaczego. Przecież jesteśmy dobrym zespołem – tłumaczył młody zawodnik.
Nie poszalał Sobota, nie poszalał i Piotr Ćwielong. Obaj skrajni pomocnicy WKS-u zostali sprytnie wyłączeni z gry przez piłkarzy Lechii. Podobnie, jak Piotr Celeban, który we wcześniejszych spotkaniach skutecznie podłączał się po prawej stronie do akcji ofensywnych. Tomasz Kafarski, szkoleniowiec zespołu z Pomorza, znakomicie rozpracował bowiem plan taktyczny wrocławskiego zespołu i – w tym wypadku nie będzie to metafora – podciął Śląskowi skrzydła.

Smutne jest to, że kiedy nie wychodziła gra bokami, ciężaru gry nie potrafili wziąć na siebie Sebastian Mila i cytowany wyżej Kaźmierczak. Miejscowi kibice przyjęli „Milowego”, jak w domu, co najwidoczniej przesadnie go wzruszyło. „Kaz” natomiast nie miał zbyt wielu szans na rozruszanie ataku, bo Ryszard Tarasiewicz konsekwentnie obarcza go zadaniami wyłącznie defensywnymi. Nie jest to chyba najlepsze rozwiązanie. Jeśli Kaźmierczak potrafił być skutecznym egzekutorem w lidze portugalskiej i na zapleczu Premiership, dlaczego nie mógłby powtórzyć tego na krajowym podwórku?

Wobec anemicznej postawy linii pomocy, słabo zaprezentowali się też napastnicy: Vuk Sotirović i Cristian Diaz. Serb próbował cofać się po piłkę i wspomóc rozgrywanie akcji, ale na niewiele się to zdało. Jeśli zaś chodzi o Argentyńczyka, wszyscy musimy zdać sobie sprawę z tego, że sympatyczny latynos to nie cudotwórca, nie indywidualność na miarę słynnych krajanów – Leo Messiego czy Carlosa Teveza. To typowy egzekutor, napastnik żyjący z podań, których w sobotę zwyczajnie nie otrzymywał.

Wrocławianie nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bramką rywala, ale lepiej wychodziło im to we własnym polu karnym. Oba gole dla Lechii padły bowiem po zagraniach obrońców Śląska. Przy pierwszym trafieniu „asystował” Mariusz Pawelec, który w zamieszaniu wybił piłkę przed pole karne, wprost do gotowego do strzału Piotra Wiśniewskiego. Druga bramka to niefortunne zgranie głową Amira Spahicia, które w widowiskowy sposób wykorzystał Paweł Buzała.

W Gdańsku Śląsk rozegrał najsłabszy mecz od startu sezonu. Co prawda wcześniej wrocławianie odnieśli tylko jedno zwycięstwo, ale remisując z Jagiellonią czy przegrywając z Legią, pozostawiali po sobie dobre wrażenie. Oby Ryszard Tarasiewicz dobrze wykorzystał dwa tygodnie przerwy w rozgrywkach. W następnej kolejce WKS czeka przecież nie lada wyzwanie – mecz z Lechem Poznań, który wiosną wygrał przy Oporowskiej 3:0.

Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 2:0 (1:0)
Bramki: 1:0 – Wiśniewski 40’, 2:0 – Buzała 62’
Żółte kartki: A.Traore (Lechia), Spahić (Śląsk)
Sędzia: Marcin Szulc
Widzów: 5000

Lechia: Kapsa – Deleu, Bąk, Wołąkiewicz, Andriuškevičius – Nowak, Surma, Bajić (83’ Pietrowski), A.Traore – Buzała (88’ Dawidowski), Wiśniewski (73’ Lukjanovs)
Śląsk: Kelemen – Celeban, Fojut, Spahić, Pawelec – Sobota, Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (60’ M.Gancarczyk) – Sotirović, Diaz (70’ Madej)

Rafał Zagrobelny

;



Dodaj swój komentarz:
Nick:


Reklama:
Dj-baner